Dług Grassana

Był niedzielny poranek. Słońce podobne do wielkiej jarzeniówki wschodziło nad powierzchnię morza. Jego promienie leniwie oświetlały postać znajdującą się na brzegu klifu. Mężczyzna wpatrywał się w horyzont. Lubił to robić. Pocieszał go fakt, że są rzeczy fizyczne, które zdają się nieskończone, tak jak morze, a jednak mają swój kres. Dawało to wielką nadzieję w stosunku do ludzkiej głupoty. Słoneczne refleksy błądziły po czarnej czuprynie, a na ustach błąkał się drapieżny uśmiech. Zważywszy na okoliczności, nie był to dobry znak. Gdy człowiek dowiaduje się o śmierci ukochanej, powinien być załamany. Przynajmniej tak podpowiadałoby nam serce. Ale w świecie, w którym żył Giaur, to nie uczucia rządziły duszą i sercem. W świecie gangów, narkotyków i przestępstw istniała tylko jedna wartość – pieniądze. A Leila? No cóż. I tak go nudziła. Ciągłe trajkotanie o uczuciach nie było w jego stylu. Gdy ją poznał, wydawała mu się całkiem inna. Dzika, nieokiełznana i egzotyczna. Ale niestety, była kolejną typową feministką. Cokolwiek by nie zrobił i tak kończyło się na nazwaniu go „wredną szowinistyczną świnią”. Tak, w sumie to dość szczęśliwy zbieg okoliczności. Ten cały Grassan był mu winien pieniądze. Na myśl o nim, usta Giaura wykrzywił szyderczy uśmiech. Były Leili uważany był za wielką osobistość. Świetny mąż, doskonały lekarz. Kiedy ludzie go mijali, skłaniali głowy w geście szacunku. Tymczasem Giaur znał rzeczywistość. Codziennie dostarczał mu narkotyki, a od jakiegoś czasu nie tylko na jego własny użytek. Mężczyzna podejrzewał, że klient dawał je swoim licznym kochankom. W pewnym sensie podziwiał Grassana. Naprawdę dobrze się krył.

Ciemnowłosy mężczyzna jeszcze raz spojrzał na pieniące się fale. To tu wczoraj odnaleziono ciało kobiety. Po ich kłótni chciała wrócić do swojego męża, ale najwyraźniej nie została powitana z otwartymi ramionami. Zaśmiał się ponuro i dogasił tlącego się jeszcze papierosa. Cóż, to chyba czas, żeby zabawił się w rycerza, który pomści śmierć swej królewny. Oczywiście głupotą byłoby myśleć, że robi to z miłości do Leili. Nigdy nic jej nie obiecywał. Jej uroda zniknęła wraz ze zmyciem makijażu, tak jak jego uczucie. Wzdrygnął się na wspomnienie tamtej chwili. Do dziś ma zagwozdkę, w jaki sposób tapeta trzymała się na twarzy dziewczyny. Nigdy nie był dobrym uczniem, ale to ewidentnie przeczyło prawom fizyki. Wyrzucił z głowy to wspomnienie. W tej chwili ma inny problem. Od jakiegoś czasu wielce szanowany w Warszawie lekarz nie raczył podnieść słuchawki. A jego dług był niemały. Ludzie Giaura nie zastali go także w mieszkaniu. Oczywiste było, że to on stał za śmiercią Leili, ale naprawdę, czy nie mógłby zachować się jak porządny człowiek? Zdrada zdradą, zabójstwo zabójstwem, ale Giaur był ścigany przez szefostwo o uregulowanie należności. Czy naprawdę to było takie trudne do zrozumienia?! Przewrócił oczami i ruszył w stronę samochodu. Przed odjazdem jeszcze raz zaciągnął się czystym, morskim powietrzem. Wiedział, że już niedługo jego nozdrza wypełni metaliczny zapach krwi.

Kilka dni później, ekipa Giaura wiedziała już wszystko o miejscu pobytu Grassana. Wiadomo było, że wieczorem udaje się na Lotnisko Chopina w Warszawie, skąd ma lecieć do LA. Naturalnie, mężczyźni nie mieli zamiaru do tego dopuścić. Aktualnie znajdowali się w KFC, delektując się kubełkiem. Giaur z lekką odrazą spojrzał na jednego z towarzyszy, który pochłaniał kolejne udka i opowiadał drugorzędne kawały, plując naokoło przeżutymi ścięgnami. Gdy kolejny fragment panierki wylądował mu na policzku, diler podniósł się i oznajmił, że czas na nich. Zaczęło się polowanie.

Kiedy przybyli na miejsce, każdy zajął swoją pozycję. Nie musieli długo czekać. Chwilę później w drzwiach lotniska pojawił się Grassan. Towarzysze Giaura ruszyli.

Można by opisywać całą akcję schwytania dłużnika, ale nie ma takiej potrzeby. Nie było pokazu sztuk walki czy widowiskowych ciosów. Zwykły chloroform załatwił sprawę. Grassan został przewieziony na klif, który był miejscem przestępstwa. Gdy odzyskał przytomność, pierwszym, co zobaczył, były ciemne oczy Giaura, mierzące go zimnym jak mrożonka spojrzeniem… W pierwszym odruchu rzucił się do ucieczki, ale na miękkich nogach nie zbiegł zbyt daleko. Bliskie spotkanie ze skalną ścianą pozbawiło go przytomności. Giaur spojrzał na pulsującego siniaka, który właśnie zadomawiał się na czole lekarza, z nieskrywaną pogardą. Miał już dosyć i chciał wracać do domu, a ten palant znokautował się na kolejną godzinę! Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie musiał nikogo zabijać. Ale nie, nie miał zamiaru pozbawiać się tej przyjemności. Sole trzeźwiące dość szybko ocuciły mężczyznę, który… zaczął płakać. Giaur zgłupiał. Oczekiwał po Grassanie, że rzuci się na niego, zacznie uciekać, ale nie płakać! Przewiercił wzrokiem trzęsącego się jak galareta dłużnika i poinformował, że stracił właśnie resztki jego szacunku.

Egzekucja odbyła się sprawnie i szybko. Kula wymierzona prosto w serce sprawiła, że krew zaczęła tryskać na wszystkie strony i – ku ogromnemu niezadowoleniu dilera – ubrudziła jego ulubioną koszulę. Co się stało z ciałem? Nie wiadomo. Jak widać – Giaur był mistrzem w swoim fachu.

Możecie oceniać go za to, co zrobił, ale wiedzcie, że sprawiedliwości stało się zadość. Niedługo po całym zdarzeniu szajkę zamknięto za handel narkotykami. Nasz bohater trafił do celi z niejakim Bratem Albertem. Nie, nie był on duchownym. Po prostu przed konfrontacją z nim, radzono zrobić rachunek sumienia.

Oliwia Kęsik

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: