Lufa tofaiki

Drugie klasy liceum zanurzone są po uszy w literaturze romantycznej. Jak pokaże cykl zamieszczonych tekstów, ta epoka bardzo pobudzająco podziałała na ich kreatywność. Zapraszamy do wędrówki po świecie Giaura i zastanowienia się, co by było…

22.05.1795 r. 22:30

Giaur patrzył śmierci w oczy. Lufa tofaiki wcelowanej prosto w niego odbierała dech w piersiach. Pomyślał, zresztą nie po raz pierwszy tego dnia, że lepiej było zostać w domu. Nie warto ryzykować życia dla kobiety. Był przystojny, z łatwością zdobyłby kolejną. Jeszcze wczoraj mówił jej, że jest najpiękniejsza na świecie i że oddałby za nią swoje życie.  Cóż, nigdy nie popełniliście błędu?

22.05.1795 r. 12:29

Ogromna, głośna mucha co chwilę obijała się o nos Giaura i nie dawała mu spać. Za oknem życie w przylądku Sunion dawało o sobie znać przez głośne okrzyki handlujących i odgłosy zwierząt prowadzonych na rzeź. Giaur wstał, ogarnął wzrokiem przestrzeń pomieszczenia, w którym się znajdował i spróbował zrekonstruować sobie w głowie, co dokładnie stało się zeszłej nocy. Kątem oka dostrzegł niedopitą butelkę koniaku. Czym się strułeś, tym się lecz, pomyślał, biorąc łyk. Mocny. Może dlatego ma taką pustkę w pamięci. Postanowił wyjść, na zewnątrz pogadać z ludźmi. W progu potknął się o coś masywnego i poleciał na schody. Nędzna, drewniana poręcz nie wytrzymała jego ciężaru, upadł na twarde deski, ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, była jakaś postać, jednak chwilę później leżał już nieprzytomny.

– Pan Giaur Giaur? – głośny okrzyk połączony z potrząsaniem szybko obudził Giaura, był w pokoju, z którego dopiero co zdążył wyjść, dookoła krzątało się mnóstwo ludzi i pilnie przypatrywali się podłodze.

– Pan Giaur Giaur? – pytanie powtórzyło się

– Tak, tak to ja – odparł. Kac po wczorajszym wieczorze skumulowany przez upadek nie pozwalał mu logicznie myśleć.

– Jesteśmy z miejskiej policji, Wydział Zabójstw. Długo pan tu mieszka?

– Wydział Zabójstw? – powtórzył jak echo Giaur – Panowie, o co chodzi?

– Naprawdę pan pyta? Ten trup, co leży w drzwiach, to prezent od kumpla, tak?

Giaur spojrzał w kierunku drzwi i tego nieszczęsnego przedmiotu, o który się potknął. Na podłodze w progu jego pokoju, leżała martwa kobieta, miała przeorane ostrzami sztyletów ciało, jeden ciągle tkwił w jej piersi. Nienaturalnie wykręcona szyja, kierowała głowę kobiety w jego stronę, najbardziej przerażające i groteskowe były jej wielkie błękitne oczy, które ciągle zdawały się patrzeć w stronę Giaura. Ten podskoczył z wrzaskiem, wracało do niego co się stało poprzedniej nocy, rozpoznawał przecież tę kobietę. To była Leila, poznali się wczorajszej nocy w barze, postawił jej kilka drinków, spodobali się sobie, po paru następnych drinkach poszli do niego, jednak po kilku namiętnych pocałunkach kobieta wybiegła z pośpiechem, jakby się czegoś bała. Giaur opowiedział wszystko mężczyznom przepytującym go, jednak sama obecność zmasakrowanego ciała w jego pokoju eliminowała wszelkie tłumaczenia.

Giaur został skuty i przewieziony do więzienia, gdzie w celi oczekiwał na wykonanie wyroku, który zapadł właściwie bez procesu, kara śmierci miała być wykonana starym tureckim sposobem, poprzez utopienie w morzu. Całe szczęście że strażnicy nie zarekwirowali mu butelki koniaku ukrytej w kieszeni płaszcza. Alkohol po raz kolejny ukoił jego myśli, Giaur spróbował przypomnieć sobie szczegóły ostatniej nocy, lecz bezskutecznie. Podjął się ostatniej, beznadziejnej próby ocalenia swojego życia, próbując wyrwać kratę w oknie. Ku jego zdziwieniu krata od razu wykruszyła się i odpadła. Podniecony niespodziewanym sukcesem szybko prześlizgnął się przez okno i wyskoczył na ulicę.

Wrócił do swojego domu, aby zabrać najpotrzebniejsze rzeczy i uciec z kraju. Wszedł do pokoju gdzie zobaczył pięciu mężczyzn przeszukujących jego pokój, a wśród nich znanego miejscowego oligarchę, Hassana. Nagły cios w głowę pozbawił go przytomności drugi raz tego dnia.

Giaur patrzył śmierci w oczy. Lufa tofaiki wcelowanej prosto w niego odbierała dech w piersiach. Pomyślał, zresztą nie po raz pierwszy tego dnia, że lepiej było zostać w domu. Nie warto ryzykować życia dla kobiety. Przed nim stał Hassan, miejscowy oligarcha, a Giaur ciągle nie wiedział, z jakiego powodu celuje on do niego z broni. Strzelba wypaliła. Giaur upadł na ziemię, która powoli nasiąkała krwią. To był koniec wielkiej miłości, która nawet się nie wydarzyła.

Piotr Mucha

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

Up ↑

%d blogerów lubi to: